aktualności       działalność       projekty       zaproszenia       członkowie       galeria       czytelnia       media o nas       linki       kontakt

 

 

 

 

 

Marcin Wojnarowski

Okrutny idiota albo prywatny żart

W tej opowieści nie chodzi o seks. Nie chodzi o piętnowanie prostych ludzi pokroju Radka. W tej opowieści, przesiąkniętej duchem kraju celtyckiego tygrysa, chodzi tylko o pieniądze. (cytat z książki)

To fakt, że w dzisiejszych czasach, większość z nas przesiąknięta jest seksem. Jednak ludzie pokroju Radka zdają się nim po prostu przeciekać. (cytat z książki)


Informacje o książce:

Autor: Marcin Wojnarowski
Tytuł: Okrutny idiota albo prywatny żart
Oprawa: miękka
Format: 120x185mm
Ilość stron: 226
Wydawnictwo: EP – Euro Projekt Maria Modrzejewska
Rok wydania: 2008
ISBN: 978-83-927466-0-7
Strona autora: www.okrutnyidiota.pl


Fragment książki:

 Rozdział 62

 

Przed projekcją całe towarzystwo zabrało się za wprowadzanie wysokich procentów do krwioobiegu swoich organizmów. Rozmawiano na temat ostatnich wydarzeń w mieście. Wymieniano uwagi dotyczące Republiki Irlandii oraz jej mieszkańców.
 
- Nie pragnę - powiedział Aryjczyk po opróżnieniu kieliszka wódki. - W tym mieście nic się nie dzieje. Gdyby nie pieniądze nie siedziałbym tutaj ani jednej chwili.
Mówiąc to, siedział na środku kanapy, naprzeciw kominka.
- Nie masz co narzekać kolego - odpowiedział mu Błażej - jeden z członków załogi olsawionego domu na Dooradoyle. - Zresztą nikt z nas nie powinien narzekać. Przyjechaliśmy tutaj i mamy lepsze życie niż w Polsce.
- Siano jest lepsze, to fakt - wtrącił Krzysiek, jego współlokator - ale w jakich warunkach musimy kurwa pracować? Żeby taki pieprzony i niedouczony irol dostawał tę samą kasę co ja? A ja musze za niego zapieprzać, bo mój manager to też irol i nie zwraca uwagi na to, że tamten się opierdala. Aż mnie trzęsie jak to wiedzę.
 
Na marginesie: Krzysiek pracuje na zmywaku w jednej z restauracji w centrum Limerick. Jego znajomość języka angielskiego sprowadza się do płynnie opanowanego czasu Present Simple.
 
- Nic nie mów. U nas w pracy też takie same niedojeby, nie Radek? - Paweł, który przejął pałeczkę w wywodzie spojrzał pytająco na Radka.
- Zgadza się. Co jeden parchaty pies to lepszy. Nasz manager ze zmiany ma na przykład problemy z liczeniem. Ten pies by nawet w Polsce kibli nie czyścił.
- Z liczeniem to jest kurwa nic - odezwał się Jędrek.
 
Jędrek pracuje w jednym z magazynów niedaleko siedziby Dell'a. Ta część Limerick nosi nazwę Raheen Industrial Estate. W swojej pracy zajmuje się foliowaniem i zaklejaniem palet z towarem opuszczającym magazyn firmy. Od czasu do czasu odbiera dostawy towarów z zewnątrz.
 
- Do nas przyjeżdża taki irol. W sumie spoko koleś, tak z czterdziestkę ma. Brałem od niego papiery do podpisania dostawy chyba z milion razy. Chyba z milion razy mówiłem mu jak mam na imię, zresztą piszę to zawsze na dokumencie, to może przecież kurwa przeczytać, no nie?
- Może nie umie czytać - przerwał mu Tomek, którego największym osiągnięciem było ukończenie Zasadniczej Szkoły Zawodowej. Przez pięć lat męczył się, zdobywając wiedzę, na temat budowy samochodów i zasad ich działania.  
Wszyscy zaśmiali się. Nawet Radek, u którego czytanie wywołuje efekt marszczenia twarzy.
- Umie, umie, na bank. Ale słuchajcie dalej. Był u nas w poprzedni wtorek. Ja mu sprawdzam papiery i towar, wszystko okej jest, więc podpisuję i daję mu, a on mi na to: „Thanks Emilian”.
- Zrobił z ciebie Emiliana - zaśmiał się Jacek. - Co za kurwa dzięcioł.
- No właśnie. I to już nie pierwszy raz mówi do mnie Emilian.
Więc pokazuję na siebie palcem i mówię mu wolno: „Jęęęędreeekkkkk”. A on kurwa kiwa głową i odchodzi z uśmiechem.
- Nie pragnę - odezwał się Aryjczyk. - Jak ten parchaty naród osiągnął to co osiągnął?
 
Oczywiście irlandzkiemu dostawcy nie chodziło o imię Emilian. Dziękował Jędrzejowi za szybką obsługę, posługując się jednym z popularnych na Zielonej Wyspie zwrotów, który w oryginalnym zapisie wygląda tak: „Thanks a million”.
W wolnym tłumaczeniu oznacza: „Stokrotne dzięki”.
 


 

Recenzja:

Karol Graczyk, redaktor naczelny Polskiego Kulturalnego Podziemia, www.pkpzin.com

Oto mamy przed sobą debiut książkowy Marcina Wojnarowskiego. Debiut zaskakujący płynnym językiem, akcją i pewnie budowanymi zdaniami. Autor pokazuje nam otwarty, szeroki świat widziany oczyma młodego polskiego imigranta w Irlandii, o której przy okazji możemy się sporo dowiedzieć. Jest to świat pełen drzwi i miejsc, z drugiej strony Wojnarowski pokazuje nam obraz hermetyczny, człowieka przebywającego w zamknięciu i dręczonego natręctwami. Mocny, męski głos narracyjny momentami razi dużą wulgarnością i nastawieniem, które w każdej chwili ukierunkowuje bohatera w zdobycie nowej "zabawki" do seksu analnego. Bardzo dużo tu seksu, spraw nazywanych po imieniu, ale to właśnie oddaje środowisko, w jakim dzieje się akcja i dodaje bohaterom szczerości, a narratorowi dokładności. Ciekawe i bogate opisy przeniosły mnie w miejsce akcji, w którym poczułem się dobrze, chociaż dużo w nim obalonego mitu "amerykańskiego", czy w tym przypadku "wyspiarskiego" snu, używek i pornografii próbującej wejść w każdą sferę życia, jest to zresztą punkt widzenia bardzo stereotypowo męski, ale i seksualności kobiecej jest tu dużo, nie sposób wszak tego rozgraniczyć, daje nam to miłosne (a właściwie seksualne) rozterki młodych ludzi na emigracji, nie myślących poważnie o życiu, a jedynie o jak najdalszym odroczeniu o decydowaniu o nim. Poza historią młodych ludzi i cielesnością jest tu jednak coś jeszcze. Jest literatura będąca pasją człowieka, po którym się tego nie spodziewamy (bardzo typowym ciągle pozostaje myślenie, że jeśli ktoś interesuje się literaturą, jest studentem ślęczącym w okularach nad książkami albo "grzeczną dziewczynką", chociaż zazwyczaj bywa dokładnie odwrotnie), mamy młodych ludzi pokazanych w ujęciu radzenia sobie (lub nie) z życiem na własny rachunek, zagubionych, szukających (lub nie) swojego miejsca w społeczeństwie i środowisku, mamy świat pieniądza silniejszego od przyjaźni, narkotyków, wielkie szczęście i trochę tragedii, cielesność, która gdzieś głębiej, sprowadza się jednak przede wszystkim do znalezienia wśród "zabawek" kobiety, która "mogłaby rodzić mi dzieci", dopiero, kiedy na jaw wychodzi to dążenie do poszukiwania czegoś więcej, przestaje przeszkadzać sprowadzanie kobiet i wszystkiego wokół do roli przydatnych przedmiotów, ta sytuacja odraża, ale i podchodzi bardzo blisko pod pewne prawdy relacji damsko męskich. Jedyna wątpliwość, jaka mi się nasuwa, to ta, czy chwilami bardzo rażące wszechobecne pochwy i chuje, mnóstwo seksu, ale i prawdy, przede wszytkim tej, która wciąż przebija się jeszcze przez mur zacofania w naszym kraju, nie będzie zbyt wulgarna dla większości czytelników. Na koniec warto zwrócić uwagę, że nie jest tu ważna całość, znacznie bardziej konkretne sceny i relacje międzyludzkie, nieraz podane rozbrajająco szczerze, ale i często z humorem. Warto przeczytać.


O autorze:

Urodzony 6 kwietnia 1979r. w Poznaniu. Licencjat z Etnologii i Antropologii Kulturowej (UAM Poznań). Od ponad trzech lat mieszka i pracuje w Limerick. W wolnych chwilach zajmuje się czarno-białą fotografią analogową. Ulubiony rodzaj prozy – klapki na oczach jeżeli chodzi o Kurta Vonneguta.

 

 
 

 

Wielkopolskie Stowarzyszenie Przyjaźni Polsko-Łotewskiej

 

 

 

 

 

 

     

 

Copyright © 2005-2008 Stowarzyszenie Antropologów Kultury ETNOSFERA  All Rights Reserved